#019 - SZKLANKA DO POŁOWY PEŁNA



Długa rozmowa z mamą. O tym co będzie, co wymyśliłam. Uśmiecham się szeroko, kiedy o tym myślę. Obawiam się również okropnie, jednak nie ma zabawy bez ryzyka. Chociaż, mimo wszystko, jestem bardzo spokojna. Chwilowo, bo ogólnie panikuję już od czerwca, ze wszystkim. Najważniejsze jest wsparcie. Dostaję go wiele, za co bardzo dziękuję. P napisała kilka dni temu, że trzyma za nas kciuki. Niesamowicie podniosło mnie to na duchu. Mimo że jutro muszę rano wstać, iść do pracy, dać z siebie wszystko, to wiem, że dam radę. Pracuję na swoje marzenia, trochę szalone i wymyślone niedawno, jednak wciąż bardzo ważne. Sukces innych buduje moje samozaparcie. Wiem, że jeżeli komuś się udało, to mnie też się uda. Może nie teraz, nic od razu nie przychodzi - szczególnie nic wartościowego. Od tygodnia ogarnia mnie bardzo dziwne uczucie, może to szczęście a może tak właśnie człowiek się czuje, kiedy powoli jego marzenia się ziszczają. Dawno nie czułam tego prawdziwego szczęścia. Zapomniałam też, jakie to uczucie, kiedy spełniasz marzenia. Warto sobie przypomnieć. Wiem, że jak zwykle obwijam wszystko w gruby dywan i tak naprawdę nie wiadomo co autor miał na myśli. Wiem. Obiecuję jednak, że prędzej czy później wytłumaczę. 



Jestem z siebie bardzo dumna. Zauważyłam jak bardzo dojrzałam. Szczególnie w tych najmniejszych rzeczach, które sprawiały mi trudność. Pokonałam swój strach w wyjeżdżaniu przez jedną bramę z posesji (zwykle otwierałam dwie, przez które nawet pociąg by się zmieścił). Wiem, że pewnie większość z Was teraz wybuchnie śmiechem, albo walnie się w czoło. Każdy ma swoje potwory, z którymi musi walczyć. To był jeden z nich. Nie sądziłam nigdy, że dam radę zrobić to bez porysowania samochodu, albo rozsadzenia całego ogrodzenia. Zrobiłam. Kiedyś denerwowałam się za każdym razem, gdy musiałam wejść do samochodu jako kierowca. Stres ogarniał mnie tak bardzo, że nie mogłam spuścić nogi ze sprzęgła - bo tak mi się trzęsła. Teraz jeżdżę prawie codziennie. Jeżdżę odważniej, sprawniej i jestem z tego dumna. Nigdy nie sądziłam, że to napiszę. Naprawdę.



Tak samo z podejmowaniem poważnych decyzji i brania za nie odpowiedzialności. Wiem, że wszystko co robię będzie miało potem swoje skutki. Najważniejsze jest to, aby nie poddawać się i próbować. Nigdy nie wyjdzie za pierwszym razem. Nie lubimy czegoś robić, bo nam nie wychodzi. Kiedy stajemy się lepsi sympatia do danej czynności wzrasta. Matematyka jest prosta: wystarczy poświęcić na coś więcej czasu i dodać szczyptę wiary w siebie. Czy to chodzi o wjazd w ciasną bramę dużym samochodem czy o wstanie z łóżka.



Spoglądam na mój samolot. Tak bardzo się cieszę, że on tam jest. Chyba niczego nie byłam bardziej pewna nigdy, nigdy w życiu. Obawiam się zrobić kolejny tatuaż, bo wiem, że nie będzie już dla mnie tak dużo znaczył jak ten, mój samolocik. I tu jest dla mnie kolejne wyzwanie - wpakowanie tak ogromnej dawki pozytywnych emocji w kolejny wzór, który sprawi, że będę się uśmiechać, kiedy spojrzę na niego. Mam tak dużo pomysłów, pytanie brzmi - czy są one na tyle dobre, aby spędzić z nimi resztę życia? Poprzeczka jest postawiona bardzo wysoko. Myśl Olcia, myśl. Urodziny przyjdą szybciej, niż ci się wydaje.



Jadąc ostatnio do Wrocławia byłam szczęśliwcem, który znalazł się w pociągu, któremu lokomotywa odmówiła posłuszeństwa. W efekcie zamiast ponad sześć godzin - jechałam dwanaście. Z naszych miejsc siedzących zostało nam siedzenie na podłodze, w wagonie z rowerami. Razem z N osiągnęłyśmy stan, w którym nie wiedziałyśmy, czy śmiać się, czy płakać. Kiedy myślę o tym teraz nawet mnie to bawi. Żaden z moich znajomych nie przeżył takiej cudownej podróży z PKP, także mogę się czuć dumna, że przetarłam te nieznane szklaki. Przetarłam swoim tyłkiem też sporo podłogi w wagonach, więc powinni mi jeszcze za to podziękować.



Mimo że wtedy byłam niesamowicie zła i wyklinałam pod niebiosa całą sytuację, pisząc o tym teraz dochodzę do wniosku, że tak już bywa. Czasem człowiek znajdzie się w złym miejscu i czasie. Najważniejsze, że dojechałyśmy bezpiecznie. Równie dobrze lokomotywa mogłaby eksplodować i wyrzucić nas gdzieś w kosmosie. Jak powtarza E - trzeba zawsze patrzeć tak, aby szklanka była do połowy pełna. I wiecie co? Niesamowicie dobrze jest wziąć sobie te radę do serca. I stosować w praktyce. Boli mnie gardło. Nie mogę przestać się uśmiechać, co się ze mną dzieje.

44 komentarze:

  1. Ja się nie puknę w czoło i nie będę się śmiać bo mimo że nie mam prawa jazdy to też jeżdżąc z kimś i obserwując myślę że sama też będę otwierała dwie połówki bramy :D

    Blog o książkach

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jasne, wszystko inaczej wygląda jak siedzi się na miejscu kierowcy : D

      Usuń
  2. O, mój piękny Wrocław! Ja również pracuję, aby spełnić marzenie. Nie swoje, a ukochanego. Ale czymże byłoby jego marzenie, gdybym nie chciała dołączyć do jego spełnienia? :)
    >FOXYDIET<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wrocław jest cudowny <3
      to świetne, że pomagasz ukochanemu spełniać jego marzenie ; )

      Usuń
  3. Piękny post! Tak, takie jest właśnie życie! Nie ma co się poddawać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ano, jeszcze warto o tym pamiętać ; p

      Usuń
  4. Przepięknie to napisałaś, przeczytałam cały post z ogromną uwagą i uśmiechem. To jakie masz nastawienie do świata i jak chcesz spełnić marzenia jest wspaniałe. Oby tak dalej!
    Obserwuję :) Pozdrawiam ♥ #Smile
    Nasz blog - klik ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bardzo mi miło <3 teraz to ja się szeroko uśmiechnęłam : D

      Usuń
  5. Bardzo pozytywny post, warto postrzegać świat właśnie w ten sposób :)
    Gratuluję przejechania przez jedną bramę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. staram się, chociaż wiadomo, nie zawsze mi to wychodzi ; )

      Usuń
  6. Skoro jesteś z siebie dumna, ja z Ciebie jestem również ♥

    https://roseaud.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Interesujący wpis! Pozdrawiam cieplutko!:))

    xxBasia

    OdpowiedzUsuń
  8. Najważniejsze, to mimo przeciwności losu, albo kłód jakie napotykamy na naszej drodze, mimo wszystko się nie poddawać, działać i walczyć o swoje szczęście. Cudowny wpis, wprawił mnie w jakiś pozytywny nastrój, uśmiechnęłam się i powiedziałam sobie, że u mnie tez będzie dobrze, że nie warto się martwić :) Pozdrawiam i obserwuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bardzo mi miło! cieszę się. teraz ja, czytając ten komentarz, szeroko się uśmiecham ; )
      ja również obserwuję!

      Usuń
  9. Masz dar do pisania i tez walcze o spelnienie marzen :) Tobie zycze powodzenia i szczescia ;)

    Strong-power.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję za miłe słowa! bardzo, bardzo mocno ; )

      Usuń
  10. Wstanie z łóżka to dla mnie małe duże wzywanie, powodzenia w walce o marzenia :)

    http://wiktoriamigdar.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czasami są takie dni, że naprawdę, trzeba dać z siebie wszystko, aby wyjść z łóżka : D

      Usuń
  11. Gratuluje pokonania swojej własnej fobii. To największe zwycięstwo jakie człowiek może dokonać. To pokonanie i przekonanie samego siebie. I nie ma się co ich wstydzić. Każdy jakieś ma, choć wielu zaprzeczy. Ja się np boję wszelkich zwierząt u których nie widzę oczu, a mogą mnie w jakiś sposób zranić. Czyli - osy, niektóre pająki, czy psy którym kudły zasłaniają oczy. Tak samo jak nie wejdę do piwnicy jak się tam światło nie pali i zgaszę je dopiero jak już będę cały poza piwnicą, choć ogólnie ciemności się nie boję. To tylko fobie, własne strachy nie mające potwierdzenia w rzeczywistości. Od takie tam różne rzeczy. Z tego nie ma się co śmiać. Znam człowieka, który boi się otwierać szampana, czy innego bojącego się np włożyć palec do takich rzeczy jak majonez, ketchup czy musztarda. Może wydawać się to śmieszne, ale dla kogoś takiego na pewno nie jest. Nie wydaje mi się aby to był powód do śmiechu. :)

    Swoją drogą znam gościa który boi się jeździć samochodem. Na odwagę zawsze najpierw wypija przynajmniej 2 piwka. Dopiero wtedy nabiera odwagi i jedzie. Głupota jak dla mnie i boję się z nim jeździć. Ale gościu jeździ tak już prawie 10 lat i - o dziwo - jeździ spokojnie i jeszcze nawet najdrobniejszej stłuczki nie miał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak napisałam w notce - każdy ma swoje potwory. ja jednak jestem taką osobą, że staram się z nimi walczyć, żeby było ich jak najmniej

      naprawdę nie wiem jak skomentować tego pana, co jeździ po piwach samochodem... kiedyś przyjdzie na niego pora i panowie policjanci się uśmiechną do niego bardzo szeroko ; p

      Usuń
  12. Świetnie zdjęcia :)
    http://roksanafashionist.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo pozytywny post, miło się go czyta. Bycie z siebie dumnym jest bardzo ważne, bo wtedy inni również są z nas dumni :) Gratuluję pokonania lęku :) I trzymam kciuki za Ciebie! Pozdrawiam cieplutko, charlizerose.blogspot.com :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Zazdroszczę takiego podejścia do życia. Jak mi coś nie wychodzi to bardzo szybko się poddaje i rezygnuje z tego. :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no to może właśnie raz wypadałoby się nie poddać i zobaczyć co się stanie : D

      Usuń
  15. Mimo, że owijasz wszystko w ten gruby dywan, bardzo przyjemnie się to czyta :D
    Gratuluję pokonania słabości i życzę powodzenia w tym, na co tak ciężko pracujesz! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niedługo wytłumaczę, na pewno ; )
      bardzo dziękuję!

      Usuń
  16. ja miałam listę marzen na ten rok spisana i jestem z siebie tak dumna, że z tej listy wszystko, może prawie wszystko zostało spełnione :)
    dorosłe życie kamili

    OdpowiedzUsuń
  17. Super, że dążysz do realizacji swoich marzeń! Niektorzy ludzie mają wiele marzen, jednak nic nie robią w kierunku tego aby je realizować..
    Co do tatuażu, to kolejny wzór to bardzo ważna decyzja, ale na pewno wymyslisz taki, który bedzie wywoływał uśmiech na Twojej twarzy ;)

    http://bydominikakopka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  18. Świetne zdjęcia!

    Zapraszam do mnie! Zaobserwuj, jeśli Ci się spodoba! :)
    >> ALEXANDRAK-BLOG.BLOGSPOT.COM <<



    OdpowiedzUsuń
  19. Doskonale cię rozumiem. :) Od pewnego czasu czuję to samo. Moje wielkie marzenie powoli się spełnia, a mnie ogarniają przeróżne stany i wielkie przerażenie.

    OdpowiedzUsuń
  20. Też nie lubię wyjeżdżać samochodem z mojego podjazdu i myślałam, że nigdy tego dobrze nie zrobię. Teraz z czasem nie sprawia mi to żadnego problemu.
    Co do Twojego tatuażu to podoba mi się to, że była to taka przemyślana decyzja i tatuaż coś symbolizował. Patrzysz na niego i się uśmiechasz - coś wspaniałego ;)
    Ja dzisiaj spełniałam coś co miałam zrobić już dawno temu i dzięki temu czuję się szczęśliwa. Czasami nie jest ważne kiedy, ale ważne jest by to zrobić ;)
    ADA ZET

    OdpowiedzUsuń
  21. Każde nasze czyny mają później swój oddźwięk, oby było ich jak najwięcej pozytywnych ! :)
    pozdrawiam, mikrouszkodzenia.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  22. Cieszę się, że zmieniasz podejście do życia! Ja też boję się takich rzeczy, jak właśnie przejazd przez jedną część bramy. Co prawda u mnie jeszcze nie dotyczy to jazdy samochodem, ale samego zapisania się na prawko :P Powodzenia! :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Fajne zdjęcia. Warto jest cieszyć się każdą chwilą życia. Pozdrawiam jusinx.blogspot.com.

    OdpowiedzUsuń
  24. Ważne, że udało Ci się przełamać :) Każdy z nas musi walczyć ze swoimi lękami i słabościami.

    Pozdrawiam ♥,
    yudemere

    OdpowiedzUsuń
  25. Z jazdą samochodem miałam identycznie! Nigdy się nie spodziewałam, że można przestać myśleć o tym kiedy zmienić bieg ;-)

    OdpowiedzUsuń