#006 - MAŁE ZWYCIĘSTWA



Oczywiście, że miałam wziąć się za robienie czegoś, co pomogłoby mi zakończyć moją licencjacką karierę, jednak stwierdziłam, że przygotuję nowy wpis. Szaleństwo z mojej strony. Wciąż jestem pod wrażeniem długości tego dnia - wstałam dziś całkiem wcześnie jak na mnie. Stres pomógł mi podnieść się z łóżka. Właściwie to nie było jednego, dużego powodu do stresu (może był). Przynajmniej mój organizm stwierdził, że był. Nie mogłam zasnąć. Jak już zasnęłam to źle spałam, obudziłam się przed czasem (co się nie zdarza nigdy) i nie mogłam nic zjeść (też rzadko się zdarza). 


Jednak moja misja zakończyła się sukcesem. Może niekoniecznie główny wątek mojej historii (wszystko wciąż jest w trakcie), jednak misja poboczna jak najbardziej. Odczuwam dziwne samozadowolenie, mimo że nie zrobiłam nic wielkiego. Jednak jestem z siebie dumna, z kilku małych, nieistotnych dla innych ludzi powodów. Tak to już jest, że wykonywanie jednych czynności dla niektórych to bułka z masłem - dla innych koszmar senny. Stres też robi swoje. Nienawidzę działać pod presją, jednak czasem trzeba. Jak już wspomniałam w poprzednich wpisach ja sama lubię trochę nadinterpretować i nakręcać się (oczywiście niepotrzebnie).



Warto jednak czasem stanąć na chwilę i przyjrzeć się dokładnie. Małe rzeczy, które robimy codziennie, kiedyś może sprawiały nam wielki trud. Dziś nawet nie zastanawiamy się nad tym, jak dużo przeszliśmy, żeby być tu gdzie jesteśmy. I każdy powinien być z siebie dumny. Nawet jeżeli jest to niewidoczny postęp na drugiej osoby, najważniejsze, że ty go widzisz. I jesteś z siebie zadowolony. Ja jestem. Przynajmniej dzisiaj. 

8 komentarzy:

  1. czy byłam motywacją do napisania tej notki? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i tak wiem swoje. a moje jest zawsze mojsze od Twojego :))

      Usuń
  2. To prawda, najważniejsze jest to, że my potrafimy dostrzec u siebie jakąś zmianę, nawet niewielki postęp, który jest niezauważalny dla innych ;)
    bydominikakopka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń