Bałkany - część pierwsza


Dzisiejszą notką rozpoczynam kolejny cykl z serii 'podróże'. Byliśmy w Londynie i w Paryżu, więc przyszedł czas na... Bałkany. Przyznaję się, że sama nie wiedziałam dokładnie jak rozplanować wszystkie notki, ze względu na fakt, że codziennie byłam gdzie indziej, w innym mieście. Byłam w Czarnogórze, potem w Albanii, potem znów w Czarnogórze, potem znów gdzieś indziej... więc postaram zachować kolejność mojego zwiedzania w notkach, co oznacza trochę skakania po państwach, ale damy radę.
Czemu Bałkany? Właściwie nie wiem. Planowałam z mamą podróż do Włoch, jednak wylot możliwy był tylko z Katowic albo z Warszawy. Niestety, z Koszalina, gdzie mieszkam jest to szmat czasu i drogi, wymęczyłybyśmy się pociągiem. Postanowiłyśmy znaleźć coś z wylotem bliżej nas. I znalazłyśmy, właśnie Bałkany. Czarnogóra, Albania, Bośnia i Hercegowina oraz Chorwacja. Cztery państwa podczas jednej wycieczki. Nie jest tajemnicą, że kocham podróżować, więc im więcej jestem w stanie zobaczyć podczas wyjazdu tym lepiej.
Wyjazd był kolejną wycieczką organizowaną, z biura podróży, z którym pojechałyśmy do Paryża. Oczywiście, było tak jak myślałyśmy... wspaniale.


Podróż zaczęła się w Koszalinie od zapakowania się do busa na lotnisko. W Gdańsku do samolotu i lądowanie w Dubrowniku, skąd autokar zawiózł nas do hotelu w Czarnogórze. Jednak nie szło to, aż tak szybko, jak to napisałam...
Oczywiście, bus przyjechał o piątej rano, tak jak planowałyśmy. Jechał jak szalony, więc nie było mowy o jakichkolwiek spóźnieniach. Gdy dojechałyśmy do Gdańska, rozsiadłyśmy się na krzesełkach w poczekalni na lotnisku... ogłoszono ewakuację lotniska. Ewakuacja była przeprowadzona tak ''idealnie'', że gdyby coś faktycznie miało się stać już dawno byłabym w kawałkach porozrzucana po całym Gdańsku. Alarm spowodowany był wiadomością, o pozostawionej walizce na środku lotniska, a w niej mogła być bomba... Nie powiem, było całkiem śmiesznie, kiedy co chwile władze lotniska kazali się nam przesuwać o trzy metry, myślałam, że tym sposobem dojdziemy do centrum miasta i nigdy nie wylecimy. Po chwili wszyscy zaczęli żartować z całej akcji. No ale nic, była przygoda.




Po powrocie na lotnisko, staniu się w kolejce, przejściu przez skanowanie [mnie i walizki] udało się doczłapać do samolotu. Okazało się, że przez cały ewakuacyjny teatrzyk mamy opóźnienie i wypadliśmy z naszego startu tracąc pozwolenie. Po jakimś czasie dostaliśmy zgodę. Uwielbiam latać samolotem, i małym czy dużym. To ''uczucie'' w brzuszku jest dla mnie jednym z najfajniejszych momentów w całym locie, potem są widoki.



 

Jak widać na powyższym zdjęciu te kropki są wynikiem najpierw brudnej, a potem stopniowo zamarzającej szyby w samolocie, więc niestety zdjęcia nie wyszły tak ładnie jak to sobie zaplanowałam.


Nie pamiętam ile czasu zajął nam lot, jednak nie leciałyśmy, aż tak długo. Oczywiście, trochę zmarzłam, jak zawsze. Po udanym lądowaniu przywitał mnie piękny widok, którego nie widziałam wcześniej. Lotnisko otaczały góry, uderzenie ciepłego powietrza od razu po wyjściu z samolotu, cudownie.
Po przyjechaniu wszystkich bagaży na taśmie z samolotu, chwila odetchnienia. Udałyśmy się do wyznaczonego miejsca przed lotniskiem, gdzie stało kilka autokarów. Każdy na inną wycieczkę. Zameldowałyśmy się, zajęłyśmy miejsca i wyruszyłyśmy do Czarnogóry, gdzie został zaplanowany pierwszy nocleg. Jak dziecko w sklepie z zabawkami nie mogłam nacieszyć się widokami za szybą. Raj. Te wspaniałe widoki towarzyszyły mi przez całą tygodniową wycieczkę.






Największy problem podczas tych wakacji miałam z zapamiętaniem nazw miejscowości, w których jestem. Wiem, że może to brzmieć głupio, jednak tak było. Zwiedziłam wiele miast, w czterech państwach, nowe nazwy pojawiały się co chwilę, więc zdecydowałam, że zacznę to wszystko zapisywać, bo inaczej za jakiś czas zapomnę gdzie byłam. Przeglądając te zdjęcia ostatnio tak się też właśnie stało, większość zapamiętałam, jednak nie wszystkie. Na rzecz notki odnalazłam wszystkie zaginione nazwy, więc notka będzie kompletna. Ufff.
Pierwszy hotel, i jak się później okazało mój najmniej ulubiony znajdował się w Risanie, w Czarnogórze. Po wyjściu z hotelu plaża, morze... kilka kroków dalej wyjście na ulice, do miasta. Kilka lokalnych sklepów spożywczych, gdzie zakupiłyśmy smakowe piwko i wypiłyśmy nad morzem. Dobrze było odetchnąć po podróży, jednak nie mogłam się doczekać zwiedzania, dalszej jazdy, poznawania, oglądania i fotografowania. Co do bariery językowej to angielski zawsze dobrze znać. Niestety w Albanii nie dogadałam się z Panem Kelnerem i zamiast kawy z mlekiem dostałam espresso... Nie wiem dokładnie jak to się stało, ale na pewno nie było to z mojej winy.
Poniżej zdjęcia z małego spacerku niedaleko hotelu. Po nim zdecydowałyśmy się odpocząć i przygotować na nowy dzień pełen przygód.







Wycieczka, na którą się zdecydowałyśmy była wycieczką objazdową, więc rzadko zdarzało się tak, że spałyśmy dwie noce w jednym hotelu. Właściwie to raz, jednak nie pod rząd. Po śniadaniu [co nie było wcale takie smaczne] razem z bagażami zeszłyśmy przed hotel, zapakowałyśmy się i ruszyłyśmy dalej.



Pierwszym punktem naszej wycieczki był Kotor. Miasto portowe, położone nad Zatoką Kotorską, otoczone z trzech stron masywnymi górami. Mnie bardzo podobał się klimat miasta, budynki, ich kolorystyka. Od razu było widać, że jestem daleko od domu. Góry otaczające miasto nadawały widokom wspaniały klimat; widoki, które były mi dane oglądać zapamiętam na długo. I jak pisałam w poprzednich notkach, zdjęcia nie mają mocy ukazywania piękna, które widoczne jest gołym okiem.
W czasie wolnym poszłyśmy z mamą na mrożoną kawę z bitą śmietaną. Widoki, widoki, kawa. Nawet jeszcze nierozchodzone sandały nie przeszkadzały i nie psuły mi humoru. Oczywiście, po całym dniu musiałam odczekać, aż moje nogi znów zaczną wyglądać jak przed założeniem butów.











Po zwiedzaniu Kotoru, przyszedł czas na Budvę. Jazda osiemnastoma serpentynami była bardzo ekscytująca. [Pisząc serpentyny mam na myśli zakręty, które były poskręcane jak serpentyny]. Na zakrętach mógł zmieścić się tylko jeden samochód, drugi jeżeli chciał przejechać najpierw musiał się wycofać, a mówię tutaj o osobówkach, przypomnę, że my jechałyśmy autokarem. Jednak trafił nam się bardzo dobry kierowca i cała trasa obyła się bez tych 'gorszych' przygód. Niektórzy już zaczęli panować, jednak ja się tylko uśmiechałam, bo widoki były przepiękne. Niestety nie miałam dobrego miejsca w autokarze, więc nie mam dobrego zdjęcia drogi, aby pokazać Wam dokładnie, jak wyglądała trasa.
W połowie drogi poprosiliśmy kierowcę o chwilowy postój, aby sfotografować widoki... sami zobaczcie.





Nie obyło się od degustacji rakii, która uważana jest na narodowy napój wśród południowosłowiańskich krajów. Gdyby ktoś był ciekawy, piłam winogronową. Wyobraźcie sobie pić wódkę o trzynastej w pełnym słońcu. Właśnie, dokładnie tak jak to sobie wyobraziliście. Dwa kieliszki i była impreza. Do tego dostaliśmy jeszcze kromkę swojskiego chleba wraz z dodatkiem, w postaci wędzonego mięska z lokalnej wędzarni.
Robaczka ze zdjęć poniżej do tego czasu nie zidentyfikowałam. Gdyby ktoś wiedział co to za potwór dajcie mi znać, chętnie się dowiem!






Na dziś to wszystko, mam nadzieję, że podobały się Wam widoki tak samo jak mi! Do zobaczenia w następnej notce!

9 komentarzy:

  1. Duzo kosztowala was wycieczka? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie pamiętam ile kosztowała dokładnie, bo od wycieczki minął już ponad rok.
      poszukaj w googlach jak teraz stoją wycieczki na Bałkany, na pewno są tańsze niż w sezonie ; )

      Usuń
  2. Ja w tym roku wybrałam się na wakacje do Czarnogóry i wróciłam bardzo zadowolona pomimo paru nieciekawych przygód. Był to mój pierwszy lot samolotem, a już na wstępie otrzymaliśmy informacje, że nasz samolot jest opóźniony 3 godziny i siedząc na lotnisku czekałam aż poleci z Katowic do Dubrownika i dopiero do Bydgoszczy. Po przylocie spędziłam 7 dni w Budvie, w przepięknym mieście, które budziło się dopiero wieczorem. Kotor również pozostanie na długo w mojej pamięci, cudowne widoczki, szczególnie z góry! Degustacja rakii to chyba tradycja na takich wycieczkach :D Możliwe, że byłam nawet w tym samym miejscu, bo utkwiły mi w pamięci te małe domki. Czarnogóra jest przepięknym krajem, ale dla mnie jednak Chorwacja pozostanie najlepszym miejscem na wakacje :) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ojej, niestety takie opóźnienia się zdarzają. u mnie ewakuacja lotniska spowodowała, że wypadliśmy z kolejki wylotów i ponownie trzeba było czekać na pozwolenie. na pewno musiało się coś stać, że samolot nie mógł być na czas, najważniejsze, że doleciałaś na miejsce ; )
      widoki przepiękne, to fakt. i dobrze było naoglądać się gór, szczególnie, że mieszkam nad morzem!
      ja nie jestem w stanie zdecydować, z każdego zwiedzonego państwa coś mi się spodobało, czasem mniej, czasem bardziej. jednak jestem bardzo szczęśliwa, że udało mi się je zobaczyć!
      pozdrawiam również ; ))

      Usuń
  3. Historia z bombą najlepsza :D takie rzeczy tylko w Polsce!
    No i przepiękne widoki, zazdroszczę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. taaak, Polska ; D
      ach! będzie więcej widoczków w następnej notce z Bałkanów ; )

      Usuń
  4. piękne widoki, zapierają dech w piersi ;)
    widać ciekawe przygody mialas hehe
    zapraszam ;) http://xgetflowx.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. taaak, na wakacjach nigdy nie wiadomo co się wydarzy ; )

      Usuń
  5. zazdroszczę niemiłosiernie! musiało być cudooooooownie :D

    OdpowiedzUsuń