Kocia mama świętuje - Urodziny Frani!


22 lipca  - równo dwa lata temu zamieszał ze mną mały, plamkowaty stwór, w którym zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Nie sądziłam, że będą miała nowego kotka, szczególnie, że wtedy miałam jeszcze mojego staruszka, dziesięcioletniego - Kiwika. 
Przez te dwa lata dzięki Frani na mojej twarzy uśmiech pojawiał się częściej, niedowierzanie również, bo co się dzieje w tej małej główce to czasem ludzkie pojęcie przechodzi. Kocie pewnie też. Nie obyło się również od zdenerwowań, pobitych wazonów czy siuśków tam gdzie nie trzeba, jednak takie są uroki posiadania kotka. Niemniej kilka niemiłych chwil od razu uchodzi w eter, kiedy tak wiele pozytywnych momentów pozostaje w pamięci. Ale może od początku? Opowiem Wam historię jak Frania trafiła do mnie i co się mniej więcej działo przez te dwa lata. Przygotowałam jak zawsze sporo zdjęć, od tych gdzie Franiusia była najmniejsza do tych jak wygląda obecnie. Zapraszam.


Aby zacząć całą historię od samego początku koniecznie muszę przedstawić Wam poniekąd sprawcę całego zdarzenia. Mojego poprzedniego, również ukochanego kotka Kiwika [Kiwi, Kiwik, Kiwiś - jak kto woli. Chodź Masz również działało.] Niestety Kiwika nie ma już z nami, odszedł dwa lata temu, w styczniu, pewnej zimowej nocy. Cały czas myśl o tym przyprawia mnie o mokrość oczu, więc pozwolicie, że nie będę opowiadała dokładnie całego zdarzenia. Jednak pół roku wcześniej znalazł sobie zastępstwo w postaci Frani. Przygotowałam dla Was kilka zdjęć Kiwika. Zrobiłam je Zenitem. Jest to skan kliszy zrobiony u fotografa. W moim archiwum na Photoblogu jak i na stronie na Facebooku znajdziecie więcej zdjęć tego Pana.




Mieszkam w domku jednorodzinnym, więc nietrudno, aby co jakiś czas coś się tutaj przypałętało. Najczęściej są to właśnie małe kotki, co przyznam się, jest dla mnie najgorsze, ponieważ kocham koty, jestem Kocią Mamą i jak widzę takiego malucha od razu chcę go przygarnąć, kochać go i nie puszczać. Tak samo było też z Franią. Kiedy jeszcze była NoName, malutka, z dużymi uszami i krótkim ogonkiem przypałętała się pod moje drzwi. Oczywiście ja od razu "OJEJMAMOMAMOKOTEK" - cytuję. A mama oczywiście, że nie. Dałam NoName mleczka i niestety musiałam się z nią pożegnać. Przez pół nocy słyszałam a drzwiami piski i miauki, co było dla mnie czymś strasznym i przyprawiało mnie o dodatkową mokrość  oczu [mówię, Kocia Mama kocha kotki i musi je mieć i kochać i tulić]. Rankiem kotek zniknął. Po jakimś czasie usłyszałam wiadomość, że mogę przygarnąć kotka. Nie mogłam w to uwierzyć. Największym powodem był fakt posiadania Kiwika, dorosłego, niekastrowanego kocura, który był panem podwórka, bronił swojego terytorium, co często było widać na jego pyszczku, który przez walki był podrapany, czasem też wracał poobijany z każdej strony. Jednak, kiedy dowiedziałam się, że mogę przygarnąć NoName poszłam go szukać. Szukałam, szukałam i nie znalazłam. Smutna wróciłam do domu, gdzie moja mama od razu powiedziała, żebym zobaczyła co robi Kiwik. A co robił? Pilnował małego kotka. Nie wiem dokładnie dlaczego dorosły kocur na swoim terenie nie zrobił krzywdy małemu kociakowi, tylko siedział obok niego, obserwując i pilnując go. Naprawdę nie wiem. Jednak dzięki niemu udało się znaleźć kociaka. Zabrałam go do domu. Był jeden warunek - ja sprzątam kuwetę. Oczywiście, zgodziłam się. I od tamtego dnia zamieszkał ze mną Franek, który po wizycie u weterynarza okazał się Franią. Kochaną Franią.
Zdjęcia, które przygotowałam są robione moim starym aparatem, niektóre, te nowsze szczególnie są robione już Nikonem, niektóre tabletem, umieszczając je tu chodzi mi bardziej o wspomnienia, nie o pięknie zrobione zdjęcia, więc proszę o wyrozumiałość ; )




Pierwsze zdjęcie, które zrobiłam Frani:



Kilka dni po tym jak Frania zamieszkała z nami poszłam do weterynarza. Jak napisałam wcześniej, własnie wtedy dowiedziałam się, że moja Frania jest Franią a nie Frankiem. Do weterynarza poszłam profilaktycznie, widziałam, że nie dzieje się z nią nic złego, jednak podstawowe szczepienia i opinia kogoś kto się faktycznie na tym zna była niezbędna i jest cały czas, jeśli chcesz mieć zdrowego zwierzaka musisz liczyć się z kosztami badań, leczenia. I niestety musisz liczyć się też z tym, że Twojemu zwierzakowi nie spodoba się wycieczka do lekarza i będzie płakać przez całą drogę, niestety.
Muszę przyznać, że Frania jest bardzo żywym, pragnącym uwagi i zabawy kotem. Jak ktoś się długo nią nie interesuje to albo zacznie krzyczeć na cały dom, albo przyjdzie ci podokuczać, tak dla zasady. Na początku nie mogłam przywyknąć do kota w domu - mimo Kiwika, który wychodził na podwórko, więc więcej go nie było niż był. Z Franią zadecydowałam, że będzie mieszkała w domu, ponieważ chciałam mieć kotka cały czas, nie tylko wtedy kiedy jest głodny. Nie chciałam również jej stracić. Frania jest moim trzecim kotem. Moją pierwszą kotkę straciłam. Wyszła z domu i nie wróciła. Była bardzo kolorowa, więc myślę, że ktoś ją po prostu wziął, bo była bardzo ufna. Nie chciałam, aby tak stało się z Franią. Uważam, że była to dobra decyzja i Frania również nie narzeka.





Od malutkiego kociaka Frania mieszkała w moim pokoju, do teraz czuje się tutaj najlepiej, najczęściej śpi i broi właśnie u mnie. Jedną z kilku pozytywnych rzeczy zamieszkania jej ze mną jest fakt, że muszę zawsze chociaż trochę posprzątać po sobie, nie mogę zostawiać przypadkowych rzeczy na podłodze bo albo ktoś je okłaczy swoim futerkiem, albo stwierdzi, że dana rzecz jest idealna do zabawy np. moje krople do nosa, które potem znajdę pod łóżkiem i to oczywiście po czasie. 
Ciężką chwilą dla wszystkich domowników był zabieg, który trzeba było wykonać Frani,. Zostawiając ją u weterynarza nie obyło się bez łez. Po jakimś czasie okazało się, że Frania zdecydowała sama pobawić w lekarza co spowodowało infekcję i niezbędne było podawanie zastrzyków, ponieważ wdała się infekcja. Kupiłyśmy jej specjalny kaftanik, aby ponownie nie rozlizała rany. Kiedy chciałyśmy z mamą dać jej jeść, musiałam przy niej siedzieć, wtedy jadła, piła. Tak samo ze mną chciała się tylko bawić, co naprawdę było urocze, że pokochała mnie tak samo jak ja ją. Po jakimś czasie wszystko się zagoiło, nie ma śladu po ranie a Frania dokucza nam jeszcze bardziej niż zwykle, za co ją tak mocno kochamy. 


Muszę się przyznać, że pisząc tą notkę uśmiecham się od ucha do ucha, naprawdę, kiedy przyszła do mnie. Frania, jest jednym z lepszych momentów, które mi się przytrafiły. Mały zwierzak, który sprawił, że wszystko wywróciło się do góry nogami. Wracasz do domu zła, zmęczona i nic ci się nie chce, robisz krok przez próg i dostajesz masę tulasków, pomruków i jeszcze więcej miłości. I co? I trzeba się uśmiechnąć. 
Wiem, że wiele osób nie lubi kotów, tak samo jak wiele nie przepada za psami. Ja zdecydowanie jestem po tej kociej stronie, od dziecka. Nic nie jest lepsze niż wieczorne mruczenie z Franią. 



Frania chyba wie, że piszę o niej notkę, bo właśnie przyszła do mnie zobaczyć co robię. Jak zwykle zagląda co mam na biurku i czy można wpakować mi się na kolana, oczywiście na pięć sekund, żeby potem zeskoczyć i zacząć miauczeć, co oznacza zaproszenie do zabawy.
Czasem udaję, że jej nie ma, co ją bardzo irytuję. Jednak kiedy muszę zrobić coś naprawdę ważnego, czy to na uczelnie czy nie Frania bardzo jest niezadowolona z braku uwagi i zaczyna mnie podgryzać. Nie jakoś mocno, że ała, tylko tak, abym zwróciła na nią uwagę. A wiecie co jest kiedy wstanę? Zaczyna mruczeć na cały dom i przytulać się a w międzyczasie latać za piłką którą rzucam [tylko w jedną stronę, potem sama muszę po nią iść i rzucić jeszcze raz]



     





Trzymajcie się. Frania pozdrawia i dziękuje za uwagę!

16 komentarzy:

  1. Uwielbiam kotki *-* Są cudowne ;)

    Co powiesz na wzajemną obserwację???
    Zajrzyj do mnie i zobacz NOWY POST! ;)
    http://fashionbyaleksandraa.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też uwielbiam koty <3
      i obserwuję ; ))

      Usuń
  2. Cudowne napisane!
    Tak jakbyś pisała o mnie i o Kociczce <3

    OdpowiedzUsuń
  3. http://1.bp.blogspot.com/-CZe72NXuU0c/U8vXdCCFLII/AAAAAAAAByA/-RD3-qSmaWQ/s1600/10419646_771171519570926_2114929123_n.jpg to zdjęcie mnie powaliło, piękne! Też jestem taką kociarą!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahahaha, Franka robi miny za każdym razem jak biorę aparat do ręki, potem wychodzą takie perełki ; D

      Usuń
  4. Hej, podoba mi się Twój blog a ten kociak jest uroczy :) i mam do Ciebie prośbę - rzuć okiem na moją stronę i oceń ją :) będe bardzo wdzięczna (może być w wiadomości prywatnej)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bardzo mi miło ; ) a co do Twojego bloga to jest świetny, bardzo podoba mi się taki układ strony!

      Usuń
  5. cudny kociak i bardzo ciekawy wpis :)

    www.agabierko.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. kocham Franię jak tak na nią patrzę! sama jestem kocią mamą, mam 4 kociaki i nie wyobrażam sobie żeby było ich mniej! tak to jest mieć zboczenie na punkcie kotów ;< ale przyznaj sama, nie ma bardziej śmiesznych, wdzięcznych, kochających i po prostu słodkich zwierzaków niż koty! :)
    / sloiknutelli

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o rany, cztery kociaki to niebo ;3 ale zapewne kiedy wszystkie razem zaczną psocić cały dom podskakuje xD u mnie podskakuje przy jednej France.
      dokładnie tak, koty są cudowne <3

      Usuń
  7. *caps lock mode on* KOCHAM TE NOTKE. PO HORRORACH BĘDĘ CI TU NABIJAĆ WYŚWIETLENIA. :3 *caps lock mode off* <3 !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. <33333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333

      Usuń