Paryż - część pierwsza


Tak, zdecydowanie tak. Postanowiłam reaktywować mojego biednego blogspota i po raz ostatni nazwać go biednym. Nie wiem jak to nazwać, może natchnienie a może po prostu chęć samorealizacji, nawet takiej. Wpadło mi do głowy sporo pomysłów jak i co mogę zrobić z wyglądem oraz treścią mojego bloga i aż zachciało mi się tu wrócić i pisać, tworzyć. Postanowiłam nie zamykać się w kilku kategoriach, czyli zdjęcia i podróże, ale również pisać o innych rzeczach. Inne rzeczy mam na myśli wszystko co wpadnie mi do głowy, więc jak kiedyś zobaczycie notkę o kosmetykach albo o czymś innym to nie zastanawiajcie się czy, aby na pewno trafiliście na dobry adres. Obiecuję tez nie przynudzać i dodawać regularnie notki. Regularnie to pojęcie względne, jednak po zdanej sesji będzie o wiele więcej czasu, wreszcie.

W dzisiejszej notce postanowiłam pokazać Wam sporo zdjęć i opowiedzieć o mojej podróży do Paryża.  4 sierpnia 2012 roku [aż niemożliwe, że ten czas tak szybko minął!!] zaczęła się moja przygoda. Moja mama zawsze marzyła o wycieczce do tego pięknego miasta. Mnie nie trzeba długo namawiać [bardziej mamę] do wycieczek, więc obeszłam wszystkie biura podróży w Koszalinie, pozbierałam informacje i zaczęłam wybierać. Zdecydowałyśmy się na wycieczkę zorganizowaną z pewnego biura podróży [rok później pojechałyśmy ponownie z tego samego, ponieważ było sprawdzone a to był ten czas, kiedy biura podróży upadały i było spore ryzyko. pamiętacie jak był problem z powrotem ludzi z Egiptu?]. Wycieczka siedmiodniowa, Paryż i okolice. Niestety wtedy nie wpadłam na genialny pomysł transportowania się samolotem [właściwie sama nie wiem dlaczego] i wybrałyśmy autokar. Dokładnie nie pamiętam ile czasu trwała nasza podróż do Paryża, jednak zanim się zaczęła musiałyśmy dojechać do Poznania pociągiem, skąd był cały wyjazd. Mieszkamy w dość małym mieście, gdzie ciężko z każdym ''startem'' wycieczki, trzeba zawsze gdzieś dojechać. A przynajmniej ja.


Z podróży autokarem [dwupiętrowym, na bogato] pamiętam to, że było zimno przez klimatyzację, bolał mnie tyłek i bardzo chciałam już z niego wyjść, rozwinęła się również moja miłość do samolotów i poza samochodem jest to mój ulubiony środek transportu.
Na takie długie podróże zawsze zabieram ze sobą książkę, tym razem była to Cyfrowa Twierdza autorstwa Dana Browna [polecam], muzykę i gry w telefonie. Czas na trochę zdjęć: z podróży, przejazdu przez granicę oraz dojazdu do Paryża [wreszcie!]






Po długiej podróży dostaliśmy bardzo mało czasu na ogarnięcie się, jedyne co zdążyłam to przemyć twarzy i rozprostować nogi, szukałam tez internetu, ale nie znalazłam. Niemniej, od razu zaczęliśmy zwiedzać. Uważam, że nie był to zbyt dobry pomysł bo człowiek po tak długiej podróży jest bardzo zmęczony [no ja jestem narwana i zawsze podekscytowana, jednak czułam zmęczenie]. Pierwszym punktem naszej wycieczki była Katedra Notre Dame [przez całe swoje życie myślałam, że jest ''noter'', no cóż, przynajmniej się czegoś nauczyłam]. Jak zawsze widząc coś pierwszy raz na żywo, a nie jak zwykle w internetach czy telewizorze byłam zachwycona. Zdjęcia nie są w stanie opisać piękna tej budowli tak samo jak moje słowa. Jedyne co możesz zrobić to tam pojechać i zobaczyć to na własne oczy. Razem z mamą nie mogłyśmy się napatrzeć. Katedra jest tak samo zjawiskowa na zewnątrz jak i w środku.














Niestety nie miałam przyjemności bycia w tym miejscu co ludzie powyżej, z powodu ogromnej kolejki i ograniczonej ilości czasu. Następnym razem na pewno tam wejdę! Po zwiedzaniu katedry zdecydowałyśmy się z mama przejść po okolicy. W podróżowaniu jedną z moich ulubionych rzeczy jest różnorodność ludzi jaką spotykam. Mieszkają na różnych krańcach świata a jednak udało nam się spotkać, tam, w Paryżu. Nie tylko ja obserwuję, sama często widzę jak inni spoglądają na mnie, przysłuchują się słowom w języku, którego nie rozumieją. Ja też tak robię i jest to bardzo miłe doświadczenie. Czas na zdjęcia.













Po zapoznaniu się z okolicą nadeszła pora na powrót do autokaru i wreszcie jazdę do hotelu. Hotel był niedaleko lotniska [nie było słuchać samolotów PRAWIE], w drodze naliczyłam chyba z 15, nie chwaliłam się, ale liczenie samolotów to moje drugie hobby. Wyczekany odpoczynek.
Według mojej zdjęciowej historii kolejnym punktem naszej wycieczki było odwiedzenie Muzeum Gervina, czyli Muzeum Figur Woskowych. Osobiście nie byłam AŻ TAK zachwycona tym co zobaczyłam później, czyli same figury. Wiele postaci było z historii francuskiej, która nie jest mi na tyle znana, żeby bez problemu rozpoznać kto to był, jednak przed oficjalnym zwiedzaniem czekał nas pokaz świateł w wielkim pomieszczeniu z lustrami. Muzyka, światła, było naprawdę niesamowicie. Co do zdjęć to nie zrobiłam ich aż tak dużo, ale sami zobaczcie.








I jeszcze kilka zdjęć z okolicy...


 

To tyle na dziś. Mam nadzieję, że nie zanudziłam Was na śmierć, pokazałam troszeczkę Paryża z mojego punktu widzenia i od razu mówię, będą jeszcze dwie notki ze zdjęciami i opowieściami z tego pięknego miasta. Już są wybrane i czekają grzecznie, aż się za nie zabiorę.
Jestem bardzo zadowolona, że postanowiłam reaktywować blogspota i mam nadzieję, że Wy również.
Trzymajcie się ciepło!

8 komentarzy:

  1. Kocham Paryż i zawsze chciałam tam jechać, jednak do tej pory mi się nie udało a dzięki temu postowi nabrałam jeszcze większej chęci odwiedzenia tego miasta. Świetny post!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję! i bardzo się cieszę. szykuję już kolejny o Paryżu ; )

      Usuń
  2. Jeśli mogę spytać. Jakiego obiektywu użyłaś? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zdjęcia robiłam Nikonem d5000 z kitami 18-55 i 55-200, więc same podstawowe obiektywy ; )

      Usuń
  3. aż sobie przypomniałam swoją wycieczkę do Paryża :) muszę tam wrócić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mnie się bardzo miło wspominało pisząc notkę ; ) a co do powrotu, to ja również!

      Usuń
  4. O kurcze piękny Paryż! Uwielbiam te miasto <3

    OdpowiedzUsuń