Podróże - Londyn część I


Dziś o Londynie. Nie powiem, trochę czasu minęło od mojej wycieczki do tego niesamowitego miasta, trochę, bo aż 3 lata. Jednak, mimo to, wciąż uważam, że to najlepsze miejsce, w którym byłam. Londyn zaczarował mnie i bardzo wysoko postawił poprzeczkę, nawet Paryż nie dał rady go przebić. Lubię różnorodność, lubię jak się coś ciągle dzieje, lubię usiąść sobie w centrum miasta i po prostu posiedzieć, obejrzeć kolorowe reklamy, iść na zakupy. W Londynie nie mogłam przestać się uśmiechać.
Spędziłam dwa cudowne tygodnie w Londynie. Postanowiłam podzielić notkę na dwie części, ponieważ zdjęć mam wiele, więc i wiele do pokazania, ale też do napisania.
Dzień wyjazdu/wylotu, czyli 13 lipca 2011 r. Wyjazd o 7 samochodem na lotnisko do Goleniowa. Stres, pierwszy lot samolotem, czy wzięłam dokumenty, czy wzięłam bilet [teraz jest o tyle wygodnie, że biletów nie ma, wszystko jest w bazie lotniska, co o wiele ułatwia sprawę. minus: brak pamiątki, bo jednak takie są najlepsze] czy mam wszystko, aparat cały? Limit bagażu podręcznego wynosił 10 kg, więc domyślicie się jak ciężko było się spakować do 10 kg, a przecież tak wiele rzeczy jest potrzebnych, jednak się udało. Wrócić było jeszcze ciężej, ale to później. Po dotarciu na lotnisku, kontroli jednej, drugiej, wyjmowania wszystkiego, czekaniu, udało się. Bramka została otwarta, kolejka do samolotu. Udało mi się zająć miejsce przy oknie [i nie było brudne!]



Lubię to uczucie w żołądku, które pojawia się przy szybkich prędkościach, jazdach na kolejkach w wesołych miasteczkach, pojawia się tez podczas startu samolotu. Kiedy ja zawsze bawię się w najlepsze przy starcie, różnych turbulencjach, inni są zieloni na twarzy, nie rozumiem jak można się tym nie cieszyć! Serio! No ale pomijając moje dziwne pasje lot minął spokojnie, mimo małych turbulencji, terrorystów też nie było, nikt nie wypadł przez okno, niektórzy tylko przybrali kolor Shreka. Kiedy leci się już nad chmurami lot bardzo się dłuży, jednak widoki kiedy chmur nie ma są niesamowite. Kolejny plus podróżowania samolotem. Każdy swój lot odbywałam w dzień, marzy mi się kiedyś zobaczyć widoki nocą.


Lot trwał chyba około godziny. Wylądowaliśmy na lotnisku Stansted, pogoda od samego początku była pochmurna, niestety. Jednak nawet to nie popsuło mi humoru [mimo że ja i moje włosy nie lubimy deszczu]. Po pokonaniu wszystkich zakamarków lotniska, przy wyjściu odebrał nas znajomy. Kierownica po prawej stronie nigdy nie przestanie mnie zadziwiać. Po dotarciu do celu, odpoczynku, zaplanowaniu następnego dnia wciąż nie mogłam uwierzyć, że jestem w Londynie. 
Pierwsza podróż londyńskim metrem, wyjście ze stacji.. i Big Ben. Prawie zabiłam się na schodach [ze szczęścia], bo po co patrzeć pod nogi, skoro z wyjścia wyłania się tyle ciekawych rzeczy. Nie było inaczej, nie mogłam uwierzyć, że jestem w Londynie. Właściwie, było tak przez całe dwa tygodnie. 







I nie zabrakło też wielu smakołyków w centrum:


Ani też czerwonych autobusów i budek telefonicznych:



Tak dużo ludzi jak w londyńskich parkach nie widziałam nigdzie. Nie ma tak jak u nas, spokojnie spacerujący ludzie, z wózkami bądź bez. Tam każdy bierze swój koc, robi sobie piknik na trawie, wypoczywa, spędza miło czas. Wierzę, że niestety jakby ktoś u nas zrobił sobie piknik na środku parku każdy kto przeszedłby obok rzuciłby krzywe spojrzenie, no niestety. Ja odwiedziłam St James's Park i nie mogę się doczekać, aż znów tam wrócę.





Zdjęcia robiłam 3 lata temu i to jeszcze starym sprzętem z dwoma kitami [18-55 i 55-200 mm, chociaż tym pierwszym częściej]. Teraz większość zdjęć zrobiłabym kompletnie inaczej.
Nie sądziłam, że ten post zajmie, aż tak dużo. Przygotowałam jeszcze sporo zdjęć, ale to już następnym razem. Pora wrócić do nauki, pora na ciepłą herbatę. Do zobaczenia w kolejnym poście ; )

10 komentarzy:

  1. kiedyś Cię dopadnę i uduszę za rozmiar tych zdjęć ;D a co do samego Londynu to miasto wspaniałe choć nic nie przebije grilla i wina w ogrodzie botanicznym w Norwegii :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no wiem, to nie jest pierwszy raz słyszę taką groźbę ; <
      co do alkoholi to mogę konkurować rakiją w Czarnogórze, kiedyś notka będzie na pewno ; ) i zazdroszczę Norwegii, mimo że zimno, dla widoków chciałabym tam pojechać

      Usuń
    2. zimno ?! latem 24*C, idealnie, nawet opalić się można :D a z alkoholi to proszę nie porównywać pinty dobrego piwa do jakiegoś tam słodkiego wina ;)

      Usuń
    3. myślałam, że tam zimniej ; oo
      rakija to wódeczka, w Czarnogórze o 13 w pełnym słońcu witali nas wódką ; D

      Usuń
    4. wybacz mój błąd :) wracając do postu, zdjęcia bym pochwalił gdyby nie ta wielkość :D ale relacja bardzo fajna, mimo perspektywy czasu :)

      Usuń
    5. 3 lata to jednak długo, nie pamiętam dokładnie wszystkiego i zdjęcia zrobiłabym już kompletnie inaczej, no ale cóż ; D

      Usuń
  2. Bardzo ciekawy blog, obserwuję i liczę na wzajemność ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam Londyn, całą tą atmosferę :)
    + na prawdę piękne zdjęcia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też, Londyn to moje ulubione miasto ;333

      Usuń